DUCHOWOŚĆ – EWANGELIZACJA – WYJŚCIE

 

 

1. Te trzy słowa są ze sobą związane. Jedno wynika z drugiego. Tworzą jedną całość.

 

2. Zacznijmy od słowa Ewangelizacja, Nowa Ewangelizacja. W ramach bardzo szybkiego przypomnienia warto zauważyć, że już papież Paweł VI powiedział, w 1975 r., że Kościół istnieje dla Ewangelizacji (Evangelii nuntiandi, 14). Później padło wiele słów z ust Jana Pawła II, Benedykta XVI, świętych i mądrych ludzi Kościoła, a papież Franciszek, na samym początku swego pontyfikatu, w 2013 r., skierował do nas adhortację Evangelii Gaudium, w której na samym początku czytamy:

 

W tej adhortacji pragnę zwrócić się do wiernych chrześcijan, aby zaprosić ich do nowego etapu ewangelizacji naznaczonego ową radością i aby ukazać drogi Kościoła w najbliższych latach

 

3. Dlaczego się mamy zająć ewangelizacją?

a)    Stałe i zawsze aktualne zadanie Kościoła;

-        Nawet ochrzczeni potrzebują ewangelizacji, żeby troszczyć się o żywą relację z Bogiem

b)    potrzeba chwili, znaki czasu,

-        współczesny neopoganizm, wróżbiarstwo, amulety, zachwyt dla religii Wschodu.

c)    powrót do źródeł, do tego jak to było z Panem Jezusem i apostołami w czasie ich powołania i rozesłania, SW II (OICA)  Jak się wraca do tych źródeł, to jasno widać, że tam była ewangelizacja.

 

4. Wejść w ewangelizację, to tak jakby wejść w środek Ewangelii i żyć Jezusem. Nie możesz stanąć przed człowiekiem i gadać mu „trzy po trzy”, tylko ofiarować, ukazać autentycznego Jezusa, który jest we mnie.

I tu się zaczyna wyzwanie, bo w sytuacji, gdy mam opowiedzieć komuś o mojej wierze, pojawia się niepokojące pytanie, niczym test i weryfikacja mojej wiary. Pytanie brzmi: spotkałem Go naprawdę czy Go nie spotkałem? Dlatego czynność ewangelizacji, wyzwala, jakby zmusza do pytania: z czym jak pójdę do ludzi? Z Jezusem? Ale gdzie On jest w moim życiu?

 

 

5. Dzieło ewangelizacji to prowokacja Pana Boga, byśmy sobie sami odpowiedzieli na pytanie:

-        jakimi jesteśmy chrześcijanami,

-        czy mamy osobiste doświadczenie Chrystusa!

Dzieło ewangelizacji to lustro. To lustro mi powie:

-        co z ciebie za chrześcijanin, jeśli się nie chcesz dzielić wiarą z innymi?

-        ile jestem w stanie podarować dla Jezusa.

 

     6. Ewangelizacja jest dla nas! Najpierw dla nas!

-        jest naszym uświęceniem, drogą duchowości

-        drogą zawierzenia On potem zrobi swoje…. i poprowadzi dokąd będzie chciał.

 

7. Ewangelizacja – życie Kościoła. Ewangelizacja i wyjście na zewnątrz były od początku rdzeniem i oczkiem w głowie Kościoła, który bez niej nie istnieje. Kościół bez niej zanika, Jezus bez ewangelizacji zanika w świecie i w nas też.

 

8. Duchowość to nie zamknięcie się w czterech ścianach.

To nam się trochę „pokręciło”, że duchowość jest osobista, zamknięta w izdebce na modlitwie, w salce na parafii, z Pismem w ręku, na rekolekcjach zamkniętych, że wiara to prywatna sprawa, albo, że ogranicza się do mojej wspólnoty. „Biada mi gdybym nie głosił Ewangelii”

 

W Kościele pierwotnym, w pierwotnym katechumenacie, najlepszym sprawdzianem owocności procesu dojrzewania w wierze, było to, że katechumen przyprowadzał kolejnego kandydata.

Jezus z apostołami był w ciągłym ruchu. Tam nie było mowy o stagnacji.

 

9. W wymiarze duchowym są 3 powody, dla których jesteśmy zaproszeni do ewangelizowania: Chrystus, Kościół i świat.

Chrystus i nasza relacja z Nim.

-        Słyszeć i wypełniać jego słowo: „Idźcie i czyńcie uczniami”.

-        Nie ma ewangelizacji, która by nie brała początku z bardzo silnej, zasadniczej i rozstrzygającej o życiu człowieka relacji z osobą Jezusa Chrystusa.

-        Ewangelizować = nawracać się.

 

 

Możemy głosić to „co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce” – powie św. Jan – więc jeśli tego nie głosimy (bo nie chcemy, bo się boimy, bo nie wiemy jak…. ), to może nie słyszeliśmy, nie dotykaliśmy Go, albo Jezus (co jest bardzo prawdopodobne), niedostatecznie się w nas jeszcze uformował.

 

Z takiego żywego przeświadczenia, że On jest w moim życiu, płynie gotowość i naturalne pragnienie, by z innymi stało się to samo, co ze mną Wtedy nie można siedzieć w miejscu. Wtedy ewangelizacja się niejako sama narzuca, niczym naturalna konieczność, przynaglenie

 

Dlatego porządek – jak mówi św. Paweł – jest taki: Uwierzyłem, dlatego przemówiłem. Nie przemówiłem, bo ludzie są niewierzący, bo świat się pogubił, bo trzeba nawracać. Przemówiłem, bo sam na sobie najpierw doświadczyłem Jego mocy, i dlatego, że sam uwierzyłem w Niego, idę wam głosić.

 

Biskup G. Ryś powiedział o tym, trochę inaczej, ale jakże konkretnie i dosadnie:

Wiecie kiedy się prowadzi drugiego do Jezusa? Wtedy kiedy jesteś uczniem, którego Jezus kocha. Jak masz to doświadczenie, że Jezus Cię kocha, to poprowadzisz innego. A jak nie wiesz o tym, że Jezus Cię kocha, to się nawet w to nie baw, bo to co pokażesz to nie będzie wiara. Wiara to jest doświadczenie tego, że Jezus mnie kocha.

(G. Ryś, Homilia nad J. Genezaret: kwiecień 2016).

 

 

10. Przestawienie akcentów,

Bardziej nas interesuje ten którego nie ma w Kościele, niż ten który jest. Chodził o to, aby opisać sobie człowieka, który w naszym środowisku nie chodzi do Kościoła (najczęściej był ochrzczony, poszedł do pierwszej komunii, bardzo często do bierzmowania i do ślubu…), a potem, gdzieś się zagubił, przestał chodzić do Kościoła… I cała sztuka polega na tym, że takiego człowieka nie tylko trzeba opisać, ale opisać go z miłością i z zainteresowaniem!

Dlatego że my tych ludzi i tak często opisujemy między sobą, ale to opisywanie często jest krytykowaniem, moralizowaniem, łatwym osądem; potrafimy ich opisać, ale nas wcale nie interesuje, żeby oni przyszli.

 

 

 

 

11. Cnoty i postawy w  Nowej Ewangelizacji

 

a) miłość

W tym tkwi źródło działalności ewangelizacyjnej. Jeśli bowiem ktoś przyjął tę miłość przywracającą mu sens życia, czyż może zrezygnować z pragnienia, by podzielić się tym z innymi? (Franciszek, Evangelii Gaudium, 8).

 

Bóg chce się nami posłużyć w tym dziele, ale to się zaczyna wtedy, kiedy my potrafimy kochać. W zasadzie istotą naszego współdziałania z Bogiem jest miłość. Miłość ostatecznie uruchamia Boga do działania. Co nas ma popchać do ewangelizacji? Czy to jest miłość? Jaki ma być motyw? Jeśli jest inny, to Bóg nie będzie z nami współdziałał, bo On współdziała z tym, którzy Go kochają (G. Ryś, Homilia: Miłość motywem ewangelizacji, na Kapitule Namiotów, wrzesień 2011).

 

Mt 9-10 i podzielić się pewnym odkryciem, które mnie bardzo uderzyło, by pokazać na czym ma polegać misja apostoła, ewangelizatora, misjonarza.

 

Tak Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelię królestwa i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości. A widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo».

Wtedy przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości. (Mt 9, 35-10, 2).

 

Jezus się wzrusza do głębi. I w tym momencie powołuje apostołów. O tym mówi już 10 rozdział, który zaczyna się od słowa: „Wtedy”. Kiedy? Właśnie „Wtedy”, gdy się wzruszył, kiedy poczuł ból na widok tych ludzi, że nie może do wszystkich dotrzeć, bo było ich zbyt wielu. Wtedy ich powołał. Zatem powołany do misji Jezusa, to ktoś komu Jezus chce przekazać to samo wzruszenie, współczucie, które On ma na widok takich ludzi…

 

b) Słuchać człowieka. Mamy iść do człowieka nie z teorią, ale ze świadectwem.

Nie ma gotowego schematu. Mniej mówić, więcej słuchać. Oczywiście zawsze głosimy kerygmat, ale w jaki sposób, jakimi słowami, Papież Franciszek używa w tym punkcie pewnego określenia wprost, że chodzi o apostolstwo uszu.

Nie ma stałych, raz na zawsze gotowych odpowiedzi, kościoły, kraje, kultury są różne. Nie ma dwóch takich samych ludzi.

 

c) Słuchać Boga

nasłuchiwanie Ducha świętego, Jego natchnień, (zakładanie Oazy w katedrze)

 

d) Duszpasterstwo zindywidualizowane Dziś bardziej trzeba łowić na wędkę i czas by to przyjąć. Chodzi o jedną owcę, nie tyle o aspiracje by zdobyć zaraz 99 owiec, ale o tę jedną, jedyną.

 

e) od religijności do wiary, która prowadzi poza pewne ramy, reguły, legalizm, przepisane rytuały, ustalone zachowania, schematy,

-        Dla Jezusa synagogą stał się dom Zacheusza,

-        kościołem może stać się napotkany człowiek w podróży,

-        konfesjonałem miejsce na ławce w parku;

 

[…] wolę raczej Kościół poturbowany, poraniony i brudny, bo wyszedł na ulice, niż Kościół chory z powodu zamknięcia się i wygody z przywiązania do własnego bezpieczeństwa. Nie chcę Kościoła troszczącego się o to, by stanowić centrum, który w końcu zamyka się w gąszczu obsesji i procedur. Jeśli coś ma wywoływać święte oburzenie, niepokoić i przyprawiać o wyrzuty sumienia, to niech będzie to fakt, że tylu naszych braci żyje pozbawionych siły, światła i pociechy z przyjaźni z Jezusem Chrystusem, bez przygarniającej ich wspólnoty wiary, bez perspektywy sensu i życia. Mam nadzieję, że zamiast lęku przed pomyleniem się, będziemy się kierować lękiem przed zamknięciem się w strukturach dostarczających nam fałszywej ochrony, lękiem przed przepisami czyniącymi nas nieubłaganymi sędziami, lękiem przed przyzwyczajeniami, w których czujemy się spokojni, podczas gdy obok nas znajduje się zgłodniała rzesza ludzi, a Jezus powtarza nam bez przerwy: «Wy dajcie im jeść!» (Mk 6, 37). (Franciszek, Evangelii Gaudium, 49).

 

f) duchowość na wskroś kerygmatyczna i paschalna.

czyli że ja spotkałem Jezusa Chrystusa, który mnie z czegoś uratował (zbawił), poprzez swoją śmierć i zmartwychwstanie, tak że pokonał najgorszą z możliwych rzeczy na świecie – śmierć. Trzeba opowiedziecieć o własnej śmierci i zmartwychwstaniu. Jezus zmartwychwstał i pokonał śmierć we mnie? Nie gdzieś tam… We mnie.  To taka duchowość: kerygmatyczna i można też powiedzieć, paschalna, bo kerygmat to Pascha, przechodzenie ze śmierci do życia, ale konkretnie, w moim życiu; muszę wiedzieć konkretnie na sobie, gdzie Jezus zwyciężył we mnie śmierć.

 

g) męstwo i odwaga

Duchowość oparta na cnotach męstwa, odwagi (pewnej odporności i gotowości na przyjęcie ciosów). To jest duchowość zdolna do przyjęcia upokorzeń, pokorna, która się nie obraża z byle powodu.

 

Ewangelizacja ma coś z tego, jak się czasami mówi, że z męskiej sprawy. Człowiekowi, który rusza ewangelizować, potrzeba ducha poszukiwania, podbijania, zdobywania, walki o kogoś. Tego bardzo potrzeba w ewangelizacji.

 

 

 

Wszyscy jesteśmy wezwani do tego misyjnego «wyjścia». Każdy chrześcijanin i każda wspólnota winni rozeznać, jaką drogą powinni kroczyć zgodnie z wezwaniem Pana, jednak wszyscy jesteśmy zaproszeni do przyjęcia tego wezwania: wyjścia z własnej wygody i zdobycia się na odwagę, by dotrzeć na wszystkie peryferia świata potrzebujące światła Ewangelii. (Franciszek, Evangelii Gaudium, 20).


Czy da się utrzymać masowy charakter polskiego Kościoła? Odpowiedź jest jednoznaczna. Nie da się.

-        Skuteczny nacisk laickiego modelu życia zwłaszcza wobec średniego i młodego pokolenia. łatwo mu ulega.

-        obserwujemy, zwłaszcza w większych miastach, "starzenie" się ludzi uczęszczających na niedzielną Mszę św. i do sakramentów św.,

-        dla młodych żyjących w świecie ruchu, dynamiki i ciągłych zmian, życie religijne w naszych parafiach jest mało atrakcyjne, co przy słabej wiedzy i świadomości religijnej spowoduje nieuchronny ich odpływ od Kościoła.

 

Co zatem należy zrobić?

 

a)    zachować w życiu religijno-parafialnym wszystko to, co odpowiada religijności pewnej kategorii osób, zwłaszcza starszych.

b)    „poszerzenie oferty” doświadczenia religijnego.

c)    „Dlatego każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare". (Mt 13,52)

d)     Koniecznym wdaje się także ustanowienie przy parafiach wielkomiejskich poradnictwa religijno - moralnego.

 

O jakości życia religijnego w parafii, poza łaską Bożą, decydują dwa czynniki: duchowni i świeccy. Przy czym w polskiej strukturze religijnej wiodącą i decydującą rolę spełniają i długo jeszcze będą spełniali duchowni. Dlatego konieczna jest zmiana wizji, czy modelu księdza.

Ksiądz

Powinien to być człowiek głęboko religijny, który nie "odmawia" brewiarza, ale w oparciu o zawarte w nim teksty modli się. Msza św. dla niego to najgłębsze spotkanie z Chrystusem. Jego podstawową lekturą będzie Pismo św.

Wtedy nie będzie dzielił ludzi na przyjaznych i wrogich Kościołowi. Będzie wiedział, że on - ksiądz, jest bratem wszystkich ludzi, a zwłaszcza grzesznych i myślących inaczej. Z jego ust nigdy nie padną słowa: to komuch, to mason, to Żyd, pijak, czy kryminalista.

Jako ksiądz będzie absolutnie apolityczny. Chrystusa także usiłowano wmanewrować w politykę, a nawet ogłosić królem, ale On wiedział, że Jego misja dotyczy innych spraw.

Przesunięcia akcentów z sakramentalizacji na ewangelizację  w nauczaniu kościelnym.

Młode pokolenie jest uczulone na prawa człowieka. Chce dostrzec w nauce Jezusa Chrystusa poszanowanie ich wolności i możliwość dokonywania wyborów. Ewangelizacja winna wprowadzić człowieka w tę rzeczywistość, co zresztą nie jest trudne. Chrystus bowiem zawsze mówił: "Jeżeli chcesz..."

Mamy do czynienia z jakościowo nowym słuchaczem. Mass media wytworzyły u ludzi, zwłaszcza młodych i średniego pokolenia, nowy system odbioru, polegający na przyjęciu informacji dopiero wtedy, gdy ona przejdzie przez czynnik emocjonalny. Głoszone słowo powinno w duszy słuchaczy wywołać rezonans, emocje. Przechodząc przez uczuciowy składnik osoby dochodzi się do umysłu człowieka.

Ewangelizacja, czyli przekaz prawd wiary winien przechodzić przez umysł i serce kaznodziei, czy katechety; być wyznaniem tego, co zaszło między nim a Bogiem. Ludzie oczekują od księży, by im powiedzieli, jak oni się modlą, jak są z Bogiem. Jednym słowem chodzi o dzielenie się swoim doświadczeniem religijnym. W żadnym wypadku nie może to być wykład prawd pozostających gdzieś obok kaznodziei. To muszą być jego prawdy, które poznał i pokochał, które teraz chce przekazać ludziom. Kiedyś hinduista do jednego z księży powiedział: "Ty nie mów mi o waszych wielkich mistykach, ale mów mi o swoim "doświadczeniu Boga. W dzisiejszej ewangelizacji ten wątek osobisty jest absolutnie konieczny, by mógł wywołać rezonans w duszy słuchaczy.

Tu potrzebne są osobiste kontakty, tak księży, jak i świeckich. Pojawia się więc problem ewangelizacji poza murami kościoła. Może w domach prywatnych lub innych miejscach, gdzie oni by przyszli. Być może, trzeba będzie w parafiach wielkomiejskich powołać zespoły ewangelizacyjne złożone z samych świeckich, albo mieszane - ksiądz lub siostra zakonna, plus osoby świeckie.